niedziela, 1 grudnia 2013

Rodział 11

- C cześć Meg... - powiedział niepewnie.
- Zapytam się spokojnie... czego tu kurwa chcesz? - to chyba nie było spokojne.
- Chciałbym pogadać - jego twarz była wyjątkowo poważna i skupiona.
- Wiesz na świecie jest dużo ludzi do gadania - syknęłam i już miałam zamykać drzwi kiedy Kris zatrzymał je nogą.
- Meg proszę... tęsknie za tobą - no i co? Może do tego frytki?
- Jakoś nie myślałeś o mnie kiedy lizałeś się z tą dziewczyną - powiedziałam z wyrzutem.
- Meg, ona dla mnie nic nie znaczy... ty jesteś moją dziewczyną...
- Byłą dziewczyną - wtrąciłam.
- Oj Meg chcesz tak po prostu to wszystko co między nami było zakończyć.
- Po pierwsze nie ja to zakończyłam tylko ty. Po drugie tak. To wszystko?
- Nie będziesz za mną tęsknić?
- Jakoś se dam radę - obdarzyłam go wrednym uśmieszkiem i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Odchodziłam już do kuchni kiedy usłyszałam jego krzyk.
- Jeszcze tego pożałujesz! zobaczysz! - gwałtownie się odwróciłam i wytrzeszczyłam oczy. Stałam cicho wstrzymując powietrze gdy usłyszałam jak odchodzi. Odetchnęłam. Ja mam pożałować? Za co? Że mnie zdradził? W sumie on się jedynie całował jednak mnie to zabolało... bardzo. Nie potrafiłabym z nim być gdybym miała świadomość że się z kimś innym całował. Lekkie dreszcze przeszły mi po plecach na myśl o jego słowach... ,, jeszcze tego pożałujesz,, Nie wiem czy powiedział to w przypływie złości czy faktycznie tego pożałuje...
Odechciało mi się jeść. Poszłam na górę do pokoju.

Kels POV
***popołudnie***
Poszłam na moje ukochane miejsce. Oczywiście że takie mam. Przychodzę tam bardzo często kiedy chce przemyśleć kilka spraw. To miejsce mnie uspokaja. Uwielbiam tam przebywać. Zaczęłam się wspinać na nie dużą gorę. Było to gdzieś koło lasu ale to miejsce zaliczało się bardziej do odludzia. Jak tu bywam to nigdy nikogo nie ma. Tym lepiej...
Zbiegłam jeszcze z górki i przeszłam przez tunel by znaleźć się w moim miejscu. Było to malutkie jeziorko otoczone wielkimi drzewami które w górze układały się w baldachim. Koło jednego drzewa stał ogromny, płaski głaz na którym zazwyczaj siedzę. Trochę od tego kamienia znajdował się malutki wodospad który zawsze był dla mnie ukojeniem. Od razu się uśmiechnęłam. Odkąd pamiętam zawsze to nazywałam ,, miejscem poezji,, bo niezależnie od pory roku było tu pięknie. Kochałam moje miejsce poezji. Nikt o nim nie wiedział. Nawet Megan. Było tylko moje. 
Rozsiadłam się na głazie i rozkoszowałam promieniami słonecznymi przechodzącymi przez koronę drzew, kiedy coś mnie poraziło... w trawie...
Zeskoczyłam z kamienia i zaczęłam kierować się w miejsce gdzie znajdowało się... świecidełko?
Jednak nic nie znalazłam. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam się wycofywać kiedy na coś nadepnęłam. Podniosłam nogę i ujrzałam... kluczyk? 
Wzięłam zgubę do rąk i dokładnie obejrzałam. Skąd na takim odludziu wziął się kluczyk? Ktoś go chciał się pozbyć? Tylko po co... Po co ktoś by się chciał pozbyć kluczyka? Nie mogłam przede wszystkim rozgryźć do czego on był. Od szafki? Od jakiejś piwnicy? Nie mam pojęcia...
Jednak nie pozbędę się go... może się przydać.
Schowałam kluczyk do kieszeni i szczelnie zamknęłam. Już wracałam żeby usiąść kiedy zobaczyłam na kamieniu niewielką kartkę. Z przerażeniem obróciłam się dookoła rozglądając czy nikogo nie ma. Pustka. Więc... skąd do cholery wzięłam się tu ta kartka?! 
Niepewnie do niej podeszłam i złapałam. Na środku drukowanymi literami było wypisane moje imię. Rozwinęłam i zaczęłam czytać


WIEM DOSKONALE GDZIE BYWASZ, GDZIE CHODZISZ, GDZIE JESTEŚ...
ZNAM CIE DOSKONALE. PRZEDE MNĄ NIC NIE UKRYJESZ...

Poczułam jak staje mi serce. Zaczęłam nerwowo rozglądać się po miejscu poezji. Nic. Zero ludzi. Ale jak? Kto to... Kto mnie doskonale zna?
Nie zastanawiałam się dłużej a zaczęłam biec. Boje się że to jakiś psychopata który chce mi zrobić krzywdę... nie wiem kto to jest ale... boję się i to cholernie.
Nie skierowałam się nigdzie indziej jak do domu chłopaków... muszę pogadać z Niallem.

 *      *      *

Po paru minutach byłam pod domem chłopaków. Grzecznie zapukałam w drzwi i czekałam aż ktoś mi otworzy. Po chwili w drzwiach stanął Louis.
- O hej Kels co tam słychać? - zapytał uroczo się uśmiechając.
- A wiesz nic ciekawego - prócz tego że prześladuje mnie jakiś psychopata. Dodała moja podświadomość - słuchaj muszę pogadać z Niallem to bardzo ważne jest w domu?
- Jasne. Jest na górze. Pierwszy pokój po lewej - powiedział robiąc mi przejście w drzwiach.
- Dzięki - szeroko się uśmiechnęłam i zaraz wspinałam na po schodach do góry. Zobaczyłam że drzwi od pokoju który mi polecił Louis są uchylone. Podeszłam i lekko wychyliłam głowę do pomieszczenia. Na łóżku siedział Niall zwrócony w stronę okna grając na gitarze. Nigdy bym nie pomyślała że Niall gra na gitarze.
Cicho stanęłam w progu drzwi i  zaczęłam przysłuchiwać się jak Niall szarpie struny. To było naprawdę piękne. Grał wolną piosenkę do tego cicho podśpiewując. Jego głos był taki lekki, czysty i dokładny. Kiedy skończył obudziłam się z tego ,, transu,,
- To było piękne - powiedziałam cicho kierując się w stronę łóżka.
- Kels? Cześć. Dlaczego nie powiedziałaś że przyszłaś? - zapytał lekko się uśmiechając i odkładając gitarę na łóżko.
- Chciałam posłuchać jak grasz. Zahipnotyzowało - powiedział z uśmiechem siadając obok chłopaka. 
- Bez przesady to nie było takie piękne - powiedział wzruszając ramionami.
- Coś ty oszalał? Sama bym chciała grać w połowie tak dobrze jak ty - powiedziałam spoglądając na gitarę.
- Wiesz... zawsze mogę cię nauczyć - zaproponował przeczesując swoje włosy palcami.
- Bardzo chętnie.
I znowu zaczęłam się gapić w jego oczy. Dlaczego tak mam że kiedy przyglądam się jego oczom muszę zupełnie tracić głowę. Coś czuję że nawet jakbym dostała piłką w głowę to bym się nie zorientowała.
- Mówił ci ktoś że masz cudowne oczy? - i teraz wróciłam na ziemię. Cholera ja chciałam to powiedzieć w myślach.
- Pewnie parę osób, ale nikt tego nie ujął tak uroczo tak jak ty - powiedział puszczając mi oczko. Cały czas się uśmiechał. Przy nim nie szło nie mieć humoru. To tak jakby przez cały dzień nie jeść albo nie pić. Nie da się. Albo po prostu tego nie robisz a potem ci tego cholernie brakuje. Minęły  dwa dni a go już pokochałam jak Meg. Po prostu czuję jakby to był mój przyjaciel od paru lat.
A do tego... zaraz. Ja tu przyszłam w innej sprawie. Za bardzo się dekoncentruje.
- Niall jest pewna sprawa... zobacz - powiedziałam i podałam Niallowi list. Złapał ją niepewnie i otworzył. Zaczął czytać a kiedy skończył było widać że jest zaniepokojony.
- Znowu ktoś ci okno rozbił? - spytał podnosząc wzrok na mnie. 
- Nie ja... byłam w lesie się przejść. Poszłam do takiego miejsca gdzie był duży głaz do siedzenia. Potem od niego odeszłam a jak wróciłam zobaczyłam na nim tą kartkę - powiedziałam wskazując na papier.
- To chyba nie jest jakaś  zwykła ,,zabawa,, - powiedział z lekką grozą w głosie. Chwilę siedziałam i myślałam kiedy coś sobie przypomniałam. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam srebrny kluczyk.
- Znalazłam też to. Leżało trochę dalej... nie mam pojęcia co to za kluczyk - wzruszyłam ramionami.
Chłopak zaczął się przyglądać ale nic nie mogłam wyczytać z jego twarzy.
- Myślę że to jest kluczyk do jakiejś... skrzyni - powiedział oddając mi znalezisko.
- Do skrzyni? - powtórzyłam bezmyślnie.
- No tak miałem kiedyś podobny. Miałem skrzynię i ... aa nieważne - pokręcił głową. Ja tylko kiwnęłam.
Po chwili Niall zaczął się nad czymś zastanawiać po czym opadł na łóżko.
- Jutro do szkoły - w jego głosie było można słyszeć żal.
- Ooo matko no właśnie. Jak ja mam myśleć jak jakiś psychopata chce mnie zabić - powiedziałam próbując rozluźnić sytuację. Niall cicho się zaśmiał po czym znów nad czymś intensywnie myśleć.
- A może wagary? - spytał podnosząc brew z uśmiechem. Szczerze to co mi zaszkodzi ten jeden raz...
- Wiesz to nie jest zły pomysł, a chłopaki by poszli?
- Ty się jeszcze pytasz. Na stówę. Pojechalibyśmy w takie jedno fajne miejsce. Zabierze się jeszcze Meg i bedzie ok - powiedział podnosząc się z łóżka. Ja się usmiechnęłam i również wstałam. 
***Rano***
Obudziłam się jak zawsze wcześnie. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 5:10. Normalnie to budzę się o 6:00 żeby zdążyć wyszykować się do szkoły ale dzisiaj nie mogłam spać bo byłam... zdenerwowana? Tak to odpowiednie określenie. Byłam trochę niepewna co do tych wagarów z chłopakami. Ja zazwyczaj należałam do takiej grupy dziewczynek które siedzą w domu, pilnie się uczą i nie wagarują a dzisiaj miałam iść z chłopakami których jeszcze nie za dobrze poznałam licho wie gdzie. Nie wiem czemu się zgodziłam. Może chciałam spróbować czegoś nowego? A może po prostu chciałam znowu zobaczyć Nialla? W czymś na pewno jest ziarno prawdy. 
Odkąd się obudziłam cały czas męczyły mnie złe przeczucia typu ,, a co jeśli... ,,
Myślę że za bardzo dramatyzuję. Nie jedna osoba była na wagarach i nic się nie stało. Jednak fakt że ktoś mnie straszy i wybija mi okno nie dodaje mi otuchy. Przynajmniej nie ma rodziców więc mam większą pewność że mnie nie nakryją. O godzinie 6:30 miałam być pod domem Meg żeby chłopaki po nas przyjechali. Niechętnie odwróciłam głowę w stronę zegarka żeby sprawdzić godzinę. Była 5:30. Czyli miałam tylko godzinę żeby się wyszykować i dotrzeć do domy Meg.
Odrzuciłam cienką kołdrę i postawiłam stopy na białym dywanie. Lekko przetarłam oczy i się rozciągnęłam. Podeszłam do szafy i wybrałam odpowiedni strój na dzisiejszą pogodę. Skierowałam się do łazienki i widać było że jeszcze się nie obudziłam bo zamiast wejść do niej rąbnęłam głową o ścianę obok drzwi. Po tym solidnie się obudziłam. Parsknęłam cicho i ocierając bolące miejsce poszłam pod prysznic. Rzuciłam ciuchy na pralkę i odkręciłam wodę. Podeszłam do lustra i spojrzałam w swoje odbicie. Już było widać całkiem wyraźnego siniaka na moim czole. Pokręciłam głową. Potem jakoś to zapudruję. Odeszłam od umywalki i zrzuciłam z siebie ciuchy po czym weszłam po prysznic. Szybko się obmyłam i wyskoczyłam na ręcznik próbując kontrolując godzinę. Ubrałam się i wyszłam z łazienki podchodząc do małego lustra gdzie było powieszonych kilka zdjęć moich i Megan. Spojrzałam na nie i lekko się uśmiechnęłam. Wzięłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać moje włosy. Kiedy skończyłam upięłam je w wysokiego kitka. Teraz czas zająć się twarzą. Najpierw przejechałam po rzęsach tuszem sprawiając że były większe. Potem musnęłam usta bezbarwnym błyszczykiem. Tera siniak. Zaczęłam przypudrowywać tak żeby był jak najmniej widoczny. Nie było źle jednak nie zniknął. Ruszyłam na dół w celu zjedzenia śniadania. Nic mi się nie chciało robić więc postanowiłam na płatki. Usiadłam i zaczęłam jeść. Zegarek wskazywał 6:05. Czas nie był zły ale lepiej się pośpieszę. Po zjedzeniu odłożyłam miskę i poszłam umyć zęby. Złapałam torbę i spakowałam najważniejsze rzeczy typu telefon, portfel i klucze. Była 6:15. Wyszłam z domu zakluczając go i powoli ruszając w stronę domu Meg.