piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 14

Bip, bip, bip. Otworzyłam oczy i spojrzałam w prawo na zegarek. Lekko... jeśli można to tak nazwać zepchnęłam go z szafki w wyniku czego wyleciały baterie. Nie miałam najmniejszej ochoty iść do szkoły. Z jednej strony bo to po prostu szkoła a z drugiej bo Niall. Jednak wiedziałam że tak czy inaczej muszę wstać więc niechętnie zwlekłam się z łóżka. Wyjęłam jakieś przypadkowe ciuchy i poszłam do łazienki. Zanim weszłam pod prysznic spojrzałam na moje odbicie w lustrze podpierając się rękoma umywalki. Byłam niewyspana i miałam wielkie wory pod oczami. Takie są efekty niespania do 3:00 w nocy... a dlaczego? Niall. Gdybym nie przejmowała się nim mogłabym się wyspać i stałabym tu teraz pełna życia, uśmiechnięta gotowa na wszystko. A obecnie czuję się słaba i nie mam ochoty na nic.
Wskoczyłam pod prysznic. Chłodne krople odrobinę mnie odprężyły i rozluźniły. Kiedy wyszłam otuliłam się ręcznikiem po czym włożyłam naszykowane ciuchy i rozczesałam włosy zostawiając je rozpuszczone. Złapałam czarny tusz i lekko przejechałam po rzęsach. Gdy byłam gotowa cicho zeszłam po schodach z przewieszoną torbą adidas przez ramię do korytarza. Nie miałam ochoty na nic do jedzenia. Wsunęłam moje tenisówki na stopy i ubrałam skórzaną kurtkę i wyszłam. Chłodne poranne powietrze uderzyło w moją twarz lekko ją ochładzając. Wyjęłam telefon z kieszeni i sprawdziłam godzinę. 7:30. Czyli nie muszę się spieszyć. Włożyłam różowe słuchawki do uszu i spokojnie ruszyłam w stronę domu Meg.  Powoli spacerowałam omijając znane mi uliczki. Zakręciłam w prawo i już dostrzegłam z daleka morelowy dom mojej przyjaciółki. Przyspieszyłam trochę kroku i już stałam przed jej drzwiami. Dzisiaj chciałam wyjątkowo zapukać ale nie zdążyłam bo drzwi się otworzyły na cała szerokość a z nich wyskoczyła Megan.
- O cześć Kels - rzuciła mi się na szyje mocno mnie przytulając.
- No hej - powiedziałam trochę markotnie. Zaraz po tym szybko się uśmiechnęłam. Na szczęście Megan nic nie zauważyła.
Kiedy się przywitałyśmy ruszyłyśmy wzdłuż ulicy do szkoły.
- No więc co jutro ubierasz? - popatrzyła na mnie pełna entuzjazmu. Spojrzałam na nią lekko zdezorientowana.
- No... pewnie to co zwykle czyli rurki, bluzkę...
- O matko. Kels, ja mówię o balu - zmarszczyła brwi lekko rozbawiona.
- O balu? - powtórzyłam bezmyślnie.
- Bal przedświąteczny dla trzecich klas. Zapomniałaś? - wyrzuciła ręce w górę.
Ano tak... bal. Pamiętam jak rozmawiałam o nim z Megan w czerwcu kończąc drugą klasę. Byłyśmy takie podekscytowane. No Meg nadal jest. Ja całkowicie o nim zapomniałam. Tyle wydarzyło się w tym czasie...
- Więc? - położyła ręce po obu stronach bioder i popatrzyła na mnie czekając na odpowiedź.
- Em... nie ależ skąd jakbym mogła a... kiedy on jest? - zapytałam lekko się rumieniąc.
Megan spuściła ręce i przymknęła oczy.
- Tak jak mówiłam jutro - chwilę myślała po czym popatrzyła się w moją stronę - z kim chcesz iść?
Stanęłam. Faktycznie o tym nie myślałam ale jak mogłam skoro dzisiaj się dowiedziałam że już jutro bal? Oczywiście pierwsza osoba która wpadła mi do głowy to Niall. Ale nie wiem czy chciałby ze mną iść po tej kłótni...
Wsunęłam ręce do kieszeni kurtki i kopnęłam najbliższy kamień wzruszając ramionami.
- Nie wiem. Nie jestem nawet pewna czy ktoś by chciał ze mną iść - spojrzałam na swoje buty i cicho się zaśmiałam.
Megan nabrała powietrza i pokręciła głową.
- Oczywiście że tak - szeroko się uśmiechnęła - nawet wiem kto. Niall.
Nie zdziwiłam się. Wiedziałam że mi go zaproponuje jako pierwszego.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - wyjęłam rękę z kieszeni i przeczesałam palcami włosy - wczoraj się pokłóciliśmy.
Uśmiech zszedł z twarzy Megan. Najwidoczniej się zdziwiła bo spojrzała na mnie dużymi niebieskimi oczami.
- Coś poważnego?
Wydęłam usta zastanawiając się nad odpowiedzią. Uważam że to nic poważnego jednak nie wiem co Niall myśli.
- Myślę że nic - znów wzruszyłam ramionami.
Megan lekko przekrzywiła głowę i mocno mnie objęła.
- Jestem pewna że się pogodzicie - puściła mnie wsadzając ręce do kieszeni - widać gołym okiem że mu na tobie zależy.
Blado się uśmiechnęłam patrząc na asfalt i trochę na Meg.
- Wiem... chyba...
Potem już nie rozmawiałyśmy. Droga do szkoły minęła nam w niecałe 15 minut. Kiedy stanęłyśmy pod budynkiem wypuściłam powietrze z ust. Fakt że zaraz zobaczę Nialla trochę mnie przytłaczał. Po chwili zebrałam się w sobie i pewnym krokiem ruszyłam za Meg. Akurat zapomniałam że teraz jest lekcja na której muszę siedzieć własnie z nim. Pani go przesadziła bo parę razy jej podpadł. No tak. Gdy skończyłam o tym myśleć usłyszałam dzwonek ogłaszający lekcje. Ruszyłyśmy z Megan pod klasę a po chwili ujrzałam JEGO. Moje serce momentalnie przyspieszyło a po plecach przebiegł zimny dreszcz... matko... co się ze mną dzieje? 
Pokręciłam głową i włożyłam ręce do kieszeni patrząc na podłogę. Nie chciałam na niego patrzeć ale nie mogłam utrzymać spuszczonego wzroku jakby pod klasą stało coś czego nigdy w życiu nie widziałam.
Odwróciłam w tamtą stronę wzrok a Niall jak na komendę również się odwrócił. W jego spojrzeniu nie było ciepła  jak zawsze tylko złość i smutek. Poczułam lekkie ściśnięcie w sercu na samą myśl że jest na mnie zły. Nagle przemknęła koło mnie nauczycielka otwierając klasę. Już po chwili siedziałam w ławce obok Nialla. Nie czułam się komfortowo wręcz przeciwnie. Co chwilę się kręciłam starając nie patrzeć w jego stronę. Chłopak nie za bardzo zwracał na mnie uwagę ale czasami spoglądał w moją stronę. Kiedy nauczycielka skończyła coś mówić odwróciła się do tablicy i coś zaczęła pisać. Wzięłam długopis i zaczęłam notować.
- Masz zamiar mnie unikać czy się nie odzywać? - wyszeptał beznamiętnie.
Nabrałam powietrza i odpowiedziałam mu nadal patrząc na zeszyt.
- Mogę i to i to.
Usłyszałam jak wzdycha i również kręci się na krześle.
- To ja powinienem być zły a nie ty - przejechał palcami po włosach i pierwszy raz na mnie spojrzał - poza tym nie denerwuj mnie nie mam humoru.
Lekko się wyprostowałam patrząc na niego z uniesioną brwią. Skoro ma zły humor to dlaczego ze mną rozmawia? Nikt mu nie każe.
- No oczywiście pan Niall ma zły dzień więc wszyscy muszą cierpieć przez jego humorki - poruszyłam rękoma w powietrzu i wywróciłam oczami.
- O co ci chodzi - warknął wyraźnie zdenerwowany.
- O nic - wzruszyłam ramionami rysując coś w zeszycie.
- Tak. O nic tak jak wczoraj? - spojrzał na mnie pytająco zaciskając usta w wąską kreskę.
- Zachowywałeś się jak zazdrosny kretyn - wymamrotałam nadal rysując po zeszycie.
- Och tak zawsze możesz wziąść telefon i wyżalić się Louisowi - wyrzucił ręce w górę.
Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na niego z urazą. Nie powiedział nic wyjątkowego ale zabolało.
- Nie zabronisz mi z nim pisać - wysyczałam czując jak się denerwuję.
- Żebyś się nie zdziwiła - złośliwie się uśmiechnął dając mi do zrozumienia że ma większa władzę nade mną niż mi się wydaje.
A tak nie jest.
-To twój przyjaciel - spojrzałam na niego wzrokiem pełnym dezaprobaty. 
- Jeśli będzie konieczność to mu wpierdolę - niemal warknął.
Teraz to mnie zamurowało. Zamrugałam kilka razy zastanawiając się co w niego wstąpiło. Miałam nadzieję że to żart jednak jego wzrok był solidny a twarz kamienna. Kiedy czułam że opuszcza mnie paraliż ogarnęła mnie złość. Jeśli uważa że będzie mnie kontrolował to grubo się pomylił.
Wzięłam głęboki oddech i popatrzyłam na niego wściekłym wzrokiem.
- Zachowujesz się jak kutas - widząc jego ostrzegawczy wzrok każdy normalny człowiek by się uciszył jednak ja również byłam wściekła i mogłam mu powiedzieć co myślę - nie będziesz mnie kontrolował. Będę pisać z kim chce, robić co chce i zachowywać się tak jak JA chce. To że mnie raz pocałowałeś to nie daje ci prawa żebyś kontrolował moje życie.
Kiedy skończyłam zrozumiałam że cała klasa się na nas patrzy. Wyglądało na to że już dawno przestałam mówić szeptem. Nie obchodziło mnie to. Widziałam teraz tylko twarz Nialla. Wiedziałam że przesadziłam. Nie powinnam tego mówić bo w jakiś sposób mu zależało na mnie a mi na nim. Jednak to powiedziałam. I czasu nie cofnę.
Całkowicie nie spodziewałam się po nim takiej reakcji. Gwałtownie poderwał się z krzesła łapiąc mnie stanowczo za mocno za nadgarstki. W jego oczach niemal widziałam płomień. Moje serce wykonało salto. Mocno zacisnęłam zęby powstrzymując łzy.
- Proszę bardzo mogę być kutasem, wybacz że jestem zazdrosny bo mi zależy ale nie przychodź do mnie kiedy będziesz miała problem... - nabrał powietrza a jego twarz złagodniała jednak wiedziałam że nadal jest wściekły - jesteś teraz z tym sama.
Puścił moje obolałe nadgarstki i bez słowa wyszedł z klasy trzaskając drzwiami. Otworzyłam usta żeby coś powiedzieć jednak słowa ugrzęzły mi w gardle. Wszyscy w ciszy patrzyli się na mnie szepcząc coś między sobą. Spojrzałam na Meg. Patrzyła na mnie współczująco. Lekko pokręciła głową. Gwałtownie się odwróciłam. Bez zastanowienia chwyciłam plecak i również wybiegłam z klasy. Przemierzałam pusty hol wołając Nialla. Chodziłam po każdym zakątku szkoły ale nigdzie go nie było... 
Nigdzie.
Stanęłam na środku korytarza upuszczając torbę obok. Po chwili poczułam coś mokrego na twarzy. Dotknęłam policzka i zrozumiałam że płaczę. Nie mogłam nic na to poradzić. Pokręciłam głową i pobiegłam do łazienki trzaskając drzwiami. Spojrzałam w lustro. Miałam czerwone oczy a na policzkach były małe ślady łez. Odsunęłam się od umywalki weszłam do kabiny i osunęłam się na podłogę. Schowałam głowę w kolana i zaczęłam płakać.
Najgorsze było to że byłam na niego wściekła ale własnie do niego chciałam się przytulić. Co za ironia losu...
Po paru minutach kiedy się już uspokoiłam wstałam i wyszłam z kabiny. Spojrzałam na swoje odbicie. Oczy już nie były tak czerwone jak wcześniej. Nabrałam zimnej wody i opłukałam twarz. Nie mogę się załamać. Będzie dobrze. Powtarzałam sobie to kłamstwo w między czasie sprawdzając godzinę. 9:30. Zostało 10 minut do dzwonka. Podeszłam do drzwi i niepewnie wyjrzałam na korytarz. Wiedziałam że gdy spotkam Megan zasypie mnie tysiącem pytań. Nie miałam ochoty jej odpowiadać ale nie mogłam od niej uciec lub kłamać. Źle się czułam z tym że nasze kontakty opierały się jedynie na rozmowie w szkole. Czułam że to moja wina. Mój wolny czas opierał się tylko na spotkaniach z Niallem. A może to znak żebym dała sobie z nim spokój? Może powinnam zacząć go unikać? Rozum podpowiadał mi że to chyba najlepszy pomysł. Jednak gdy tylko ON wdarł mi się do głowy wszystko się buntowało przeciwko zdrowemu rozsądkowi. To jest jak siła magnetyczna która mnie do niego przyciąga. Kiedy już jestem pewna że go znam nagle pokazuje swoje zupełnie inne oblicze. Ile ich może mieć? 
Wtedy się okazuje że tak naprawdę go nie znam a to sprawia że mam ochotę dowiedzieć się kim on naprawdę jest. Nie potrafię go wyrzucić z mojej głowy tak po prostu. Chce przy nim zostać pomimo tego czy będę szczęśliwa czy zraniona. 
Może chce być zraniona.
Może chce żeby on również poczuł do mnie to co ja do niego czuje.
Czy ja coś do niego czuje?