- Co - mruknęłam rozdrażniona.
- Jak to co?! Stoisz jak zahipnotyzowana na środku holu i na nic nie reagujesz..
Rozglądnęłam się. Faktycznie tak jak wcześniej stałam na środku korytarza. Kilka przechodzących uczniów rzucało nam dziwne spojrzenia.
Walcie się.
Kiedy otworzyłam usta żeby odpowiedzieć, Megan wpadła mi w słowa.
- Poza tym co to była za akcja z Niallem w klasie? - podrapała się po głowie i głęboko odetchnęła - jesteś moją przyjaciółką jeśli coś się dzieje możesz mi powiedzieć - spojrzała na mnie z troską i przyciszyła głos - martwię się o ciebie.
Spuściłam głowę i spojrzałam na swoje buty.
Gdybym sama wiedziała o co chodzi...
Podniosłam głowę i popatrzyłam na Megan. Zamiast odpowiedzi złapałam ją za rękę i pociągnęłam w stronę swojej szafki.
- Ja sama nie wiem co się teraz dzieje - pokręciłam głową i otworzyłam szafkę - ostatnio moje życie to jakiś chaos ale... - wyciągnęłam książkę i zamknęłam drzwiczki - jest okej.
Odwróciłam się i ruszyłam przez korytarz w stronę klasy. Dziewczyna podbiegła i dotrzymała mi kroku. Najwidoczniej mi nie uwierzyła że jest okej.
Sama nie wierzyłam.
- A co z Niallem?
Przygryzłam wnętrze policzka wzdychając.
- Zwykła kłótnia - wzruszyłam ramionami.
Dziewczyna przez chwilę badawczo mi się przyglądała ale po chwili się poddała i wypuściła powietrze.
- W razie czego wiesz gdzie mieszkam - szeroko się uśmiechnęła.
Również się uśmiechnęłam i mocno ją przytuliłam. Dobrze jest mieć kogoś takiego jak Meg.
Chcąc podtrzymać rozmowę odwróciłam się do dziewczyny.
- A może gdzieś dzisiaj wyjdziemy? Tak dawno razem nigdzie nie byłyśmy - westchnęłam i klasnęłam w ręce - a może centrum?
Pokiwała przecząco głową.
- Nie mogę.
Przystanęłam i spojrzałam na nią pytająco.
- Bo?
- Pamiętasz że jutro jest bal? - pokiwałam głową czekając na dalsze wyjaśnienia - ponieważ nie było nikogo kto się chciał zgłosić pani Smith zmusiła mnie to tej roboty - fuknęła i założyła ręce na wznak.
- Och. No trudno - wydęłam usta łapiąc się za boki - może nie będzie tak nudno jak ci się zdaje.
Puściłam jej oczko drażniąc ją. Na jej twarzy nagle wykwitł uśmiech złośliwości i triumfu.
Oho. To nie wróży nic dobrego.
- Spokojnie nie będę się nudzić - wygięła palce robiąc przy tym hałas łamanych kości. Wzdrygnęłam się - wzięłam cię na ochotnika. Jesteśmy w tym razem.
Zmrużyłam oczy i odetchnęłam.
Zabiję ją kiedyś. Na pewno..
- Mam ciekawsze zajęcia.
- Niall poczeka.
Zmierzyłam ją najbardziej lodowatym spojrzeniem na jakie mnie było stać. Moje wszystkie zajęcia nie obejmowały TYLKO Nialla.
Chyba.
Kiedy chciałam rzucić jakąś ripostę zadzwonił dzwonek. Bez słowa ruszyłyśmy pod klasę.
Tak minął mi cały dzień. Na szczęście Nialla nie było na żadnych kolejnych lekcjach. Najwyraźniej musiał uciec ze szkoły. Też miałam taką ochotę jednak moi rodzice byli bardziej surowi niż się wydaje. Przestałam o tym myśleć i wróciłam do rzeczywistości.
Właśnie zmierzałyśmy pod salę gimnastyczną. W między czasie wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. 16:00.
Zanim się obejrzałam już stałyśmy pod salą gimnastyczną. Pierwsza zrobiłam krok i otworzyłam duże podwójne drzwi. Weszłam do środka i gwałtownie się zatrzymałam. Po chwili stanęła obok mnie Megan. Patrzyłam lekko zmieszana i zdziwiona na swobodnie krzątające się po sali Amandę i Jessie. Kiedy nas zobaczyły złośliwie się uśmiechnęły i do nas pomachały.
- Co wy tutaj robicie - spytałam czując jak buzuje mi krew.
- Jak to co? Rozwieszamy dekoracje - Amanda zatoczyła w powietrzu kółko pokazując salę.
- Widzę. Ja się pytam DLACZEGO tu jesteście - warknęłam.
- No wiesz nie chciałyśmy was zostawiać same z tą całą robotą więc.. jesteśmy - szeroko się uśmiechnęła i odeszła kręcąc biodrami.
Odetchnęłam i potarłam skroń.
Jeszcze mi ich do szczęścia brakuje.
- Ile zajmie nam ta robota - szepnęłam do Megan.
Wzruszyła ramionami.
- Może z 3 godziny.
Przewróciłam oczami i rzuciłam torbę gdzieś w kąt podwijając rękawy.
Im szybciej się do tego zabiorę tym szybciej to się skończy.
Oczywiście nie było tak jak powiedziałam. Czas rozciągał mi się niemiłosiernie. Kiedy miałam wrażenie że siedzę w szkole 5 godzin okazało się że minęły zaledwie 2.
Westchnęłam sfrustrowana.
Jednak cała robota była już prawie skończona. Nad drzwiami wisiał wielki napis ogłaszający zimowy bal. Całe sufity i okna były pokryte serpentynami w różnych kolorach i balonami. Z przodu sali była scena z dwoma mikrofonami i dwoma krzesłami gdzie miały się znaleźć korony króla i królowej. Z tyłu było ustawione kilka krzeseł i stołów ale więcej miejsca poświęciłyśmy na parkiet do tańca. Z prawej strony pod oknami rozciągały się połączone ławki na których miało znaleźć się jedzenie. Brakowało jedynie obrusów.
Odruchowo spojrzałam na stoły. Najwyraźniej Jessie musiała to zauważyć bo szybko podbiegła do Megan i złapała ją z rękę.
- To może my pójdziemy po obrusy co Megi? Chodź. Zaraz wrócimy - zaćwierkała i nie dała dojść słowa nikomu z dziewczyn. Po chwili zniknęły za drzwiami. Zerknęłam na nie współczując Megan. I samej sobie. W końcu zostałam sama z Amandą. Oparłam się o stoły i w milczeniu czekałam na dziewczyny. Amanda podeszła do stołów.
- A więc - mruknęła jeżdżąc palcem po ławkach - jak ci się układa z Niallem?
- A co cie to za przeproszeniem interesuje? - warknęłam odsuwając się od stołów a przede wszystkim od niej.
Zaśmiała się.
- Chcę ci tylko uświadomić żebyś na niego uważała.
Zamrugałam zdziwiona jej informacją.
- Przepraszam?
Znów się zaśmiała.
- Powinnaś mi być wdzięczna. Po prostu musisz być czujniejsza bo... może to się źle skończyć nawet dla ciebie.
Tym razem ja parsknęłam śmiechem.
- Dobrze się czujesz Amando? Niby w jakim sensie mam na niego uważać?
Uśmiech zniknął z jej twarzy. W jednej sekundzie spoważniała i spuściła wzrok.
- Możesz to rozumieć jak chcesz - podniosła głowę. W jej oczach przez chwilę dostrzegałam współczucie i strach. Zmarszczyłam brwi. Dlaczego ona mnie ostrzega? I przed czym? - zanim się zorientujesz stanie się coś złego. On jest zdolny do wszystkiego.
Otworzyłam usta żeby coś odpowiedzieć. Ale co? Natychmiast je zamknęłam. Czułam że w mojej głowie toczy się walka. Amanda mnie nienawidzi. Ja ją. Więc nawet gdyby mi coś groziło ona by tylko patrzyła z uniesioną głową i uśmieszkiem przylepionym do twarzy. A teraz stoi przede mną i każe mi uważać. Być może to jej jakaś gierka lub żart w którym mnie upokorzy. Jednak jej twarz była poważna i naprawdę wystraszona. Może to nie było aż tak widoczne ale potrafiłam rozpoznać uczucia innych ludzi nawet jak ich nie okazywali. Amanda wydawała się być wystraszona ale starała się udawać twardą i pewną siebie. Nie była. Na pewno nie w tym momencie. Wtedy przypomniałam sobie jej ostatnie słowa. ON. Czyli kto?
- Zaraz - szepnęłam - jaki ON?
Amanda nie zareagowała. Stała i patrzyła na mnie jakbym w ogóle się nie odezwała. Cisza wydawała mi się trwać w nieskończoność. Kiedy już myślałam że odpowie ona po prostu odwróciła się na pięcie i wyszła szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. Pozostałam w swoim miejscu na sali całkiem sama z natłokiem myśli.
- Ałć Jessie wolniej.
Próbowałam się wyrwać z uścisku Jessie która szła przede mną kilka kroków szybciej i ciągła za sobą wbijając paznokcie w moją skórę co jakiś czas. Jak na taką dziewczynę była silna. Albo ja słaba. Co chwila oglądałam się za siebie modląc się żeby po drodze spotkać jakiegoś nauczyciela, Kels, albo chociażby sprzątaczkę. Kogokolwiek. Nie chciałam z nią zostawać sama. Zważając na to że zachowywała się dosyć dziwnie. Była bardzo poważna. Mogłabym powiedzieć że wystraszona. Tylko dlaczego?
Nie mogłam pomyśleć bo znów poczułam wbijające się paznokcie w moją skórę. Warknęłam wewnętrznie starając się wyrwać. Znów nic. Przez cała drogę do składzika Jessie nie odezwała się nawet słowem. Kiedy puściła mnie pod drzwiami złapałam się za nadgarstek i go rozmasowałam. Sięgnęła do kieszeni i rzuciła mi pęk kluczy.
- Trzeci od lewej - wskazała głową klucze.
- Ale dlaczego ty...
- Dostałam wiadomość - przerwała i poklepała się po kieszeni gdzie trzymała telefon. Zmarszczyłam brwi. Mogłam przysiąc że nic nie słyszałam. Jednak tak jak mnie prosiła wzięłam trzeci kluczyk i otworzyłam składzik. Spojrzałam na nią. Podniosła głowę znad telefonu i odebrała klucze. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Możesz wziąść obrusy - podniosła telefon - ważna sprawa.
Kiwnęłam głową i weszłam do składzika. Zaczęłam się rozglądać za obrusami. Dokoła mnie znajdowały się mopy, szczotki, wiadra i jakieś detergenty których nazw nie znałam ale nie było nigdzie tego czego szukałam.
- Jessie przypadkiem nie po...
Trzask zamykanych drzwi i przekręcanie klucza przerwało moje pytanie. Gwałtownie się odwróciłam i zamarłam. Zamknęła mnie w składziku. Tak po prostu. Jednak rozluźniłam się i podeszłam powoli do drzwi śmiejąc się.
- Okej Jessie było zabawnie ale teraz wypuść mnie.
Kiedy ona stała ze spuszczona głową i milczała opanował mnie przestrach. Uderzyłam w drzwi.
- Jessie wypuść mnie! Natychmiast!
W odpowiedzi pokręciła głową przysłaniając twarz włosami.
- Dlaczego? - szepnęłam już łagodniej.
Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Podniosła głowę. Teraz to widziałam. W jej oczach krył się prawdziwy strach. Teraz kiedy jej emocje nie wytrzymały mogłam to jawnie stwierdzić.
- Ja nie chcę tego robić - szepnęła - ale on mi to kazał. Groził mi. Ja się... ja się po prostu boję - pokręciła głową. Po jej policzkach spłynęły kolejne łzy.
- Jessie proszę powiedz o co ci chodzi? Kogo się boisz,ktoś cię zastrasza? - na jej odpychające spojrzenie jęknęłam - prooszę.
Chwilę stała w ciszy. Kiedy podniosła głowę jej twarz była mokra od łez ale patrzyła z większą determinacją. Pokręciła głową.
- Przepraszam Megan.
Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili pobiegła.
- Nieeee! Jessie, proszę wróć! Jessie! - uderzyłam w drzwi pięścią - cholera!
Odwróciłam się i złapałam szczotkę. Uderzyłam kilka razy w drzwi. Fuknęłam. Na co liczyłam? Że kilka razy uderzę i uchylą się w magiczny sposób?
Zamachnęłam się i walnęłam z całej siły w drzwi. Szczotka złamała się na pół. Wzięłam głęboki oddech i uderzyłam nogą w drzwi. Nic.
Zrezygnowana usiadłam na podłodze i oparłam się o ścianę. Zaczęłam zawodzić i wołać o pomoc.
- Kels! - wrzasnęłam - przoszę!!! Ktokolwiek! Jestem w składziku!
Cisza.
Zamknęłam oczy i westchnęłam. Pojedyncza łza spłynęła mi wolno po policzku.
- Kels - szepnęłam.
Już nic więcej nie powiedziałam. Odcięłam się od rzeczywistego świata i zamknęłam się w klatce głęboko w swoich myślach.
Kels POV
Po raz chyba setny drżącą ręką sprawdzałam godzinę. Jessie i Megan nie ma już pół godziny. Czyżby przyjaciółka Amandy mogła zrobić coś Meg?
Zacisnęłam pięści.
Niemożliwe. Ona jest słaba. Poza tym nie ma powodów jej krzywdzić więc to odpada. Ale to nie zmienia faktu że nadal ich niema. Po raz kolejny sprawdziłam godzinę. Zaczęłam nerwowo tupać i krążyć po sali. Amandy też nie było. Może Megan się urwała i poszła do domu? Może też już powinnam iść?
Rozum jednak podpowiadał mi że to nie najlepszy pomysł. Więc zostałam.
Podskoczyłam kiedy niespodziewanie dostałam sms. Szybko wyjęłam telefon z nadzieją że to Megan. Kiedy otworzyłam skrzynkę najpierw mnie sparaliżowało a potem poczułam jak krew odpływa mi z twarzy.
Od: Nieznany.
Do: Kels
Mała, biedna Kels została sama. Nie boisz się tutaj być. Bez nikogo? Bez żadnego człowieka? Bez żadnej pomocy? ...
Moje serce zaczęło szaleńczo galopować. Ścisnęłam telefon w ręce i zaczęłam się kręcić wokół własnej osi kilka razy żeby niczego nie przegapić. A raczej nikogo.
Ale w sali byłam tylko ja. W takim razie skąd ta osoba wiedziała gdzie jestem?
Poczułam wibrowanie w prawej ręce.
Kolejny sms.
Otworzyłam skrzynkę drżącą ręką.
Od: Nieznany.
Do: Kels
Myślisz że tak po prostu mnie zobaczysz? Zabawne...
Tym razem ścisnęłam komórkę ogarnięta nie strachem lecz wściekłością. Żywą furią. Miałam dość ukrywania się i łkania przed tym kimś. Tak po protu ktoś postanowił mnie dręczyć. Ale ja nie mam zamiaru już się kulić. Przede wszystkim. Chce wiedzieć kto to jest.
- No proszę! - krzyknęłam rozglądając się po całej sali - widzę że fajnie się bawisz. Podoba ci się kiedy mnie krzywdzisz prawda? Może dowiem się z kim mam do czynienia czy będziesz mnie potajemnie dręczył jak jakiś szary kutas? No dawaj! Pokaż na co cię stać.
Dyszałam z wściekłości. Byłam pewna że pałam do tej osoby czystą nienawiścią. Chciałam wiedzieć kto to jest. Stanąć z tą osobą twarzą w twarz i pokazać że się nie boje.
Czekałam w ciszy nadal kręcąc się wokół siebie.
Gdy stałam plecami do drzwi frontowych usłyszałam pisk otwierania. Serce mi przyspieszyło. Zacisnęłam pięści i odwróciłam się do drzwi.
Zamarłam.
Nie. To mało powiedziane.
Ja w tym momencie straciłam świadomość i prawie grunt pod nogami. Nigdy bym się nie spodziewała go tu spotkać. Nie teraz. Kiedy już się pogodziłam...
Z moich ust wyrwał się szloch. Pokręciłam głową i spojrzałam mu w oczy.
- Mike...
Uśmiechnął się.
- Witaj Kelsi.
Walcie się.
Kiedy otworzyłam usta żeby odpowiedzieć, Megan wpadła mi w słowa.
- Poza tym co to była za akcja z Niallem w klasie? - podrapała się po głowie i głęboko odetchnęła - jesteś moją przyjaciółką jeśli coś się dzieje możesz mi powiedzieć - spojrzała na mnie z troską i przyciszyła głos - martwię się o ciebie.
Spuściłam głowę i spojrzałam na swoje buty.
Gdybym sama wiedziała o co chodzi...
Podniosłam głowę i popatrzyłam na Megan. Zamiast odpowiedzi złapałam ją za rękę i pociągnęłam w stronę swojej szafki.
- Ja sama nie wiem co się teraz dzieje - pokręciłam głową i otworzyłam szafkę - ostatnio moje życie to jakiś chaos ale... - wyciągnęłam książkę i zamknęłam drzwiczki - jest okej.
Odwróciłam się i ruszyłam przez korytarz w stronę klasy. Dziewczyna podbiegła i dotrzymała mi kroku. Najwidoczniej mi nie uwierzyła że jest okej.
Sama nie wierzyłam.
- A co z Niallem?
Przygryzłam wnętrze policzka wzdychając.
- Zwykła kłótnia - wzruszyłam ramionami.
Dziewczyna przez chwilę badawczo mi się przyglądała ale po chwili się poddała i wypuściła powietrze.
- W razie czego wiesz gdzie mieszkam - szeroko się uśmiechnęła.
Również się uśmiechnęłam i mocno ją przytuliłam. Dobrze jest mieć kogoś takiego jak Meg.
Chcąc podtrzymać rozmowę odwróciłam się do dziewczyny.
- A może gdzieś dzisiaj wyjdziemy? Tak dawno razem nigdzie nie byłyśmy - westchnęłam i klasnęłam w ręce - a może centrum?
Pokiwała przecząco głową.
- Nie mogę.
Przystanęłam i spojrzałam na nią pytająco.
- Bo?
- Pamiętasz że jutro jest bal? - pokiwałam głową czekając na dalsze wyjaśnienia - ponieważ nie było nikogo kto się chciał zgłosić pani Smith zmusiła mnie to tej roboty - fuknęła i założyła ręce na wznak.
- Och. No trudno - wydęłam usta łapiąc się za boki - może nie będzie tak nudno jak ci się zdaje.
Puściłam jej oczko drażniąc ją. Na jej twarzy nagle wykwitł uśmiech złośliwości i triumfu.
Oho. To nie wróży nic dobrego.
- Spokojnie nie będę się nudzić - wygięła palce robiąc przy tym hałas łamanych kości. Wzdrygnęłam się - wzięłam cię na ochotnika. Jesteśmy w tym razem.
Zmrużyłam oczy i odetchnęłam.
Zabiję ją kiedyś. Na pewno..
- Mam ciekawsze zajęcia.
- Niall poczeka.
Zmierzyłam ją najbardziej lodowatym spojrzeniem na jakie mnie było stać. Moje wszystkie zajęcia nie obejmowały TYLKO Nialla.
Chyba.
Kiedy chciałam rzucić jakąś ripostę zadzwonił dzwonek. Bez słowa ruszyłyśmy pod klasę.
Tak minął mi cały dzień. Na szczęście Nialla nie było na żadnych kolejnych lekcjach. Najwyraźniej musiał uciec ze szkoły. Też miałam taką ochotę jednak moi rodzice byli bardziej surowi niż się wydaje. Przestałam o tym myśleć i wróciłam do rzeczywistości.
Właśnie zmierzałyśmy pod salę gimnastyczną. W między czasie wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. 16:00.
Zanim się obejrzałam już stałyśmy pod salą gimnastyczną. Pierwsza zrobiłam krok i otworzyłam duże podwójne drzwi. Weszłam do środka i gwałtownie się zatrzymałam. Po chwili stanęła obok mnie Megan. Patrzyłam lekko zmieszana i zdziwiona na swobodnie krzątające się po sali Amandę i Jessie. Kiedy nas zobaczyły złośliwie się uśmiechnęły i do nas pomachały.
- Co wy tutaj robicie - spytałam czując jak buzuje mi krew.
- Jak to co? Rozwieszamy dekoracje - Amanda zatoczyła w powietrzu kółko pokazując salę.
- Widzę. Ja się pytam DLACZEGO tu jesteście - warknęłam.
- No wiesz nie chciałyśmy was zostawiać same z tą całą robotą więc.. jesteśmy - szeroko się uśmiechnęła i odeszła kręcąc biodrami.
Odetchnęłam i potarłam skroń.
Jeszcze mi ich do szczęścia brakuje.
- Ile zajmie nam ta robota - szepnęłam do Megan.
Wzruszyła ramionami.
- Może z 3 godziny.
Przewróciłam oczami i rzuciłam torbę gdzieś w kąt podwijając rękawy.
Im szybciej się do tego zabiorę tym szybciej to się skończy.
Oczywiście nie było tak jak powiedziałam. Czas rozciągał mi się niemiłosiernie. Kiedy miałam wrażenie że siedzę w szkole 5 godzin okazało się że minęły zaledwie 2.
Westchnęłam sfrustrowana.
Jednak cała robota była już prawie skończona. Nad drzwiami wisiał wielki napis ogłaszający zimowy bal. Całe sufity i okna były pokryte serpentynami w różnych kolorach i balonami. Z przodu sali była scena z dwoma mikrofonami i dwoma krzesłami gdzie miały się znaleźć korony króla i królowej. Z tyłu było ustawione kilka krzeseł i stołów ale więcej miejsca poświęciłyśmy na parkiet do tańca. Z prawej strony pod oknami rozciągały się połączone ławki na których miało znaleźć się jedzenie. Brakowało jedynie obrusów.
Odruchowo spojrzałam na stoły. Najwyraźniej Jessie musiała to zauważyć bo szybko podbiegła do Megan i złapała ją z rękę.
- To może my pójdziemy po obrusy co Megi? Chodź. Zaraz wrócimy - zaćwierkała i nie dała dojść słowa nikomu z dziewczyn. Po chwili zniknęły za drzwiami. Zerknęłam na nie współczując Megan. I samej sobie. W końcu zostałam sama z Amandą. Oparłam się o stoły i w milczeniu czekałam na dziewczyny. Amanda podeszła do stołów.
- A więc - mruknęła jeżdżąc palcem po ławkach - jak ci się układa z Niallem?
- A co cie to za przeproszeniem interesuje? - warknęłam odsuwając się od stołów a przede wszystkim od niej.
Zaśmiała się.
- Chcę ci tylko uświadomić żebyś na niego uważała.
Zamrugałam zdziwiona jej informacją.
- Przepraszam?
Znów się zaśmiała.
- Powinnaś mi być wdzięczna. Po prostu musisz być czujniejsza bo... może to się źle skończyć nawet dla ciebie.
Tym razem ja parsknęłam śmiechem.
- Dobrze się czujesz Amando? Niby w jakim sensie mam na niego uważać?
Uśmiech zniknął z jej twarzy. W jednej sekundzie spoważniała i spuściła wzrok.
- Możesz to rozumieć jak chcesz - podniosła głowę. W jej oczach przez chwilę dostrzegałam współczucie i strach. Zmarszczyłam brwi. Dlaczego ona mnie ostrzega? I przed czym? - zanim się zorientujesz stanie się coś złego. On jest zdolny do wszystkiego.
Otworzyłam usta żeby coś odpowiedzieć. Ale co? Natychmiast je zamknęłam. Czułam że w mojej głowie toczy się walka. Amanda mnie nienawidzi. Ja ją. Więc nawet gdyby mi coś groziło ona by tylko patrzyła z uniesioną głową i uśmieszkiem przylepionym do twarzy. A teraz stoi przede mną i każe mi uważać. Być może to jej jakaś gierka lub żart w którym mnie upokorzy. Jednak jej twarz była poważna i naprawdę wystraszona. Może to nie było aż tak widoczne ale potrafiłam rozpoznać uczucia innych ludzi nawet jak ich nie okazywali. Amanda wydawała się być wystraszona ale starała się udawać twardą i pewną siebie. Nie była. Na pewno nie w tym momencie. Wtedy przypomniałam sobie jej ostatnie słowa. ON. Czyli kto?
- Zaraz - szepnęłam - jaki ON?
Amanda nie zareagowała. Stała i patrzyła na mnie jakbym w ogóle się nie odezwała. Cisza wydawała mi się trwać w nieskończoność. Kiedy już myślałam że odpowie ona po prostu odwróciła się na pięcie i wyszła szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. Pozostałam w swoim miejscu na sali całkiem sama z natłokiem myśli.
Megan's POV
Próbowałam się wyrwać z uścisku Jessie która szła przede mną kilka kroków szybciej i ciągła za sobą wbijając paznokcie w moją skórę co jakiś czas. Jak na taką dziewczynę była silna. Albo ja słaba. Co chwila oglądałam się za siebie modląc się żeby po drodze spotkać jakiegoś nauczyciela, Kels, albo chociażby sprzątaczkę. Kogokolwiek. Nie chciałam z nią zostawać sama. Zważając na to że zachowywała się dosyć dziwnie. Była bardzo poważna. Mogłabym powiedzieć że wystraszona. Tylko dlaczego?
Nie mogłam pomyśleć bo znów poczułam wbijające się paznokcie w moją skórę. Warknęłam wewnętrznie starając się wyrwać. Znów nic. Przez cała drogę do składzika Jessie nie odezwała się nawet słowem. Kiedy puściła mnie pod drzwiami złapałam się za nadgarstek i go rozmasowałam. Sięgnęła do kieszeni i rzuciła mi pęk kluczy.
- Trzeci od lewej - wskazała głową klucze.
- Ale dlaczego ty...
- Dostałam wiadomość - przerwała i poklepała się po kieszeni gdzie trzymała telefon. Zmarszczyłam brwi. Mogłam przysiąc że nic nie słyszałam. Jednak tak jak mnie prosiła wzięłam trzeci kluczyk i otworzyłam składzik. Spojrzałam na nią. Podniosła głowę znad telefonu i odebrała klucze. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Możesz wziąść obrusy - podniosła telefon - ważna sprawa.
Kiwnęłam głową i weszłam do składzika. Zaczęłam się rozglądać za obrusami. Dokoła mnie znajdowały się mopy, szczotki, wiadra i jakieś detergenty których nazw nie znałam ale nie było nigdzie tego czego szukałam.
- Jessie przypadkiem nie po...
Trzask zamykanych drzwi i przekręcanie klucza przerwało moje pytanie. Gwałtownie się odwróciłam i zamarłam. Zamknęła mnie w składziku. Tak po prostu. Jednak rozluźniłam się i podeszłam powoli do drzwi śmiejąc się.
- Okej Jessie było zabawnie ale teraz wypuść mnie.
Kiedy ona stała ze spuszczona głową i milczała opanował mnie przestrach. Uderzyłam w drzwi.
- Jessie wypuść mnie! Natychmiast!
W odpowiedzi pokręciła głową przysłaniając twarz włosami.
- Dlaczego? - szepnęłam już łagodniej.
Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Podniosła głowę. Teraz to widziałam. W jej oczach krył się prawdziwy strach. Teraz kiedy jej emocje nie wytrzymały mogłam to jawnie stwierdzić.
- Ja nie chcę tego robić - szepnęła - ale on mi to kazał. Groził mi. Ja się... ja się po prostu boję - pokręciła głową. Po jej policzkach spłynęły kolejne łzy.
- Jessie proszę powiedz o co ci chodzi? Kogo się boisz,ktoś cię zastrasza? - na jej odpychające spojrzenie jęknęłam - prooszę.
Chwilę stała w ciszy. Kiedy podniosła głowę jej twarz była mokra od łez ale patrzyła z większą determinacją. Pokręciła głową.
- Przepraszam Megan.
Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili pobiegła.
- Nieeee! Jessie, proszę wróć! Jessie! - uderzyłam w drzwi pięścią - cholera!
Odwróciłam się i złapałam szczotkę. Uderzyłam kilka razy w drzwi. Fuknęłam. Na co liczyłam? Że kilka razy uderzę i uchylą się w magiczny sposób?
Zamachnęłam się i walnęłam z całej siły w drzwi. Szczotka złamała się na pół. Wzięłam głęboki oddech i uderzyłam nogą w drzwi. Nic.
Zrezygnowana usiadłam na podłodze i oparłam się o ścianę. Zaczęłam zawodzić i wołać o pomoc.
- Kels! - wrzasnęłam - przoszę!!! Ktokolwiek! Jestem w składziku!
Cisza.
Zamknęłam oczy i westchnęłam. Pojedyncza łza spłynęła mi wolno po policzku.
- Kels - szepnęłam.
Już nic więcej nie powiedziałam. Odcięłam się od rzeczywistego świata i zamknęłam się w klatce głęboko w swoich myślach.
Kels POV
Po raz chyba setny drżącą ręką sprawdzałam godzinę. Jessie i Megan nie ma już pół godziny. Czyżby przyjaciółka Amandy mogła zrobić coś Meg?
Zacisnęłam pięści.
Niemożliwe. Ona jest słaba. Poza tym nie ma powodów jej krzywdzić więc to odpada. Ale to nie zmienia faktu że nadal ich niema. Po raz kolejny sprawdziłam godzinę. Zaczęłam nerwowo tupać i krążyć po sali. Amandy też nie było. Może Megan się urwała i poszła do domu? Może też już powinnam iść?
Rozum jednak podpowiadał mi że to nie najlepszy pomysł. Więc zostałam.
Podskoczyłam kiedy niespodziewanie dostałam sms. Szybko wyjęłam telefon z nadzieją że to Megan. Kiedy otworzyłam skrzynkę najpierw mnie sparaliżowało a potem poczułam jak krew odpływa mi z twarzy.
Od: Nieznany.
Do: Kels
Mała, biedna Kels została sama. Nie boisz się tutaj być. Bez nikogo? Bez żadnego człowieka? Bez żadnej pomocy? ...
Moje serce zaczęło szaleńczo galopować. Ścisnęłam telefon w ręce i zaczęłam się kręcić wokół własnej osi kilka razy żeby niczego nie przegapić. A raczej nikogo.
Ale w sali byłam tylko ja. W takim razie skąd ta osoba wiedziała gdzie jestem?
Poczułam wibrowanie w prawej ręce.
Kolejny sms.
Otworzyłam skrzynkę drżącą ręką.
Od: Nieznany.
Do: Kels
Myślisz że tak po prostu mnie zobaczysz? Zabawne...
Tym razem ścisnęłam komórkę ogarnięta nie strachem lecz wściekłością. Żywą furią. Miałam dość ukrywania się i łkania przed tym kimś. Tak po protu ktoś postanowił mnie dręczyć. Ale ja nie mam zamiaru już się kulić. Przede wszystkim. Chce wiedzieć kto to jest.
- No proszę! - krzyknęłam rozglądając się po całej sali - widzę że fajnie się bawisz. Podoba ci się kiedy mnie krzywdzisz prawda? Może dowiem się z kim mam do czynienia czy będziesz mnie potajemnie dręczył jak jakiś szary kutas? No dawaj! Pokaż na co cię stać.
Dyszałam z wściekłości. Byłam pewna że pałam do tej osoby czystą nienawiścią. Chciałam wiedzieć kto to jest. Stanąć z tą osobą twarzą w twarz i pokazać że się nie boje.
Czekałam w ciszy nadal kręcąc się wokół siebie.
Gdy stałam plecami do drzwi frontowych usłyszałam pisk otwierania. Serce mi przyspieszyło. Zacisnęłam pięści i odwróciłam się do drzwi.
Zamarłam.
Nie. To mało powiedziane.
Ja w tym momencie straciłam świadomość i prawie grunt pod nogami. Nigdy bym się nie spodziewała go tu spotkać. Nie teraz. Kiedy już się pogodziłam...
Z moich ust wyrwał się szloch. Pokręciłam głową i spojrzałam mu w oczy.
- Mike...
Uśmiechnął się.
- Witaj Kelsi.