piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 10

Połamane drzwi... rozbite okno... i ...
- Niall! - przerażona krzyknęłam zbiegając a raczej zlatując ze schodów. Klęknęłam przy Niallu. Leżał... na podłodze, nie ruszał się... matko co się stało? Zaczęłam panikować i płakać.
- Niall? Niall proszę Niall... obudź się - dotknęłam jego twarzy. Nic. Spojrzałam na jego klatę. Cała we krwi. Podniosłam koszulkę i zobaczyłam dziurę w skórze obok miejsca gdzie jest serce.
- Nie, nie, nie... proszę - sprawdziłam puls... nie miał go... Jeszcze raz spojrzałam na tors. Nie poruszał się... leżał. Całkiem bezwładny... on, on... on nie żył.
- Niall nie! Proszę nie zostawiaj mnie. Niall błagam obudź się... - wiedziałam że takimi słowami nie nie zrobię... on... był martwy. Schowałam twarz w ręce i zaczęłam głośno płakać powtarzając co jakiś czas że to moja wina...
- Kels, Kels! Obudź się! - poczułam jak ktoś mną potrząsa... Otworzyłam oczy.
Czyli to był sen. Jeden koszmarny sen. Spojrzałam na Nialla. Nic mu nie było... był cały.
Od razu rzuciłam mu się na szyję przez co on wylądował na poduszce a ja na nim. Nie wiedział o co chodzi ale i tak mocno objął mnie ramieniem.
- Kels co się stało że płakałaś i krzyczałaś? - zapytał nadal mnie obejmując. Wtedy dopiero poczułam że moje policzki są mokre. No nieźle...
- Miałam straszny koszmar - odpowiedziałam wstając z Nialla i kładąc się obok - jest mi strasznie głupio... przepraszam.
- Ale za co? - spytał unosząc kącik ust.
- No bo... budzę cie w środku nocy żebyś do mnie przyjechał a potem jakimiś krzykami bo mam koszmary... przepraszam  - powiedziałam spuszczając głowę i lekko się rumieniąc.
- Posłuchaj... - powiedział dotykając mojego pod bródka i unosząc na wysokość swoich oczu - mogę się budzić nawet tysiąc razy żeby wiedzieć że jesteś bezpieczna.
Nie mogłam nic z siebie wydusić. Znowu mocno go przytuliłam. Po tym śnie zdałam sobie sprawę że Niall nie jest dla mnie taki obojętny...
Leżałam na ramieniu chłopaka wtulając się w niego, a on lekko głaskał mnie po ramieniu.
- A tak właściwie to co ci się śniło? - cholera. Nie może się dowiedzieć bo wyjdzie na to że mi na nim zależy... zależy ale... nie musi tego wiedzieć.
- Aaa wiesz nieważne to nic takiego - jakoś wybrnęłam.
- No dobrze. To co? Idziemy spać? - spytał odwracając się w moją stronę i otulając mnie swoim ramieniem wokół brzucha.
- Tak - cicho wyszeptałam o również się do niego odwróciłam wtulając w jego szyje.
To jest dosyć ciekawe... Znam Nialla niecały dzień a obecnie leżymy razem w łóżku wtuleni do siebie. Wiem że to głupie... Bardzo... Ale jest coś w nim takiego że mnie przyciąga... jak magnes. Ma w sobie coś takiego że kiedy go widzę od razu czuję przyspieszone ciśnienie. Kiedy jest blisko czuję się taka bezpieczna jak nigdy... Albo jak się uśmiecha czuję jak ściska mnie żołądek i wszystko w środku. Kiedy na mnie patrzy, kiedy do mnie mówi, kiedy robi cokolwiek czuje takie miłe, ciepłe uczucie którego wcześniej nie czułam... To dziwne. Ale tak jest.
***Rano***
Obudziłam się jakoś koło ósmej. Jesienne promyki wdzierały się gdzieniegdzie do pokoju. Lekko przetarłam oczy i się rozciągnęłam. Przewróciłam się na drugi bok i ujrzałam słodko śpiącego blondynka. Wydawał się taki niewinny... choć pozory mylą. Wpatrywałam się w niego i lekko uśmiechałam.
- Co mi się tak przyglądasz - spytał zaspanym głosem nie otwierając oczu. Trochę się zdziwiłam ale nie przerywałam swojej czynności.
- Słodko wyglądasz z tymi roztrzepanymi włosami - odpowiedziałam podpierając się łokciem.
- Ty też - otworzył oczy i potrzepał mi włosy.
- Eej - zaśmiałam się i sięgnęłam po poduszkę. Niall nie spodziewał się takiego obrotu spraw więc dostał prosto w twarz.
- To tak się bawimy? - również złapał za poduchę i uderzył mnie w brzuch. I tak zaczęła się wojna na poduszki . W całym pokoju była ich zawartość... wszędzie. Nawet we włosach miałam kilka piór. Kiedy skończyliśmy opadłam na pod... poszewkę.
- No... i teraz trzeba posprzątać - powiedziałam odwracając się w stronę chłopaka. On tylko zakrył się kołdrą i coś burknął pod nosem. Nie czekając aż się odkryje wskoczyłam na niego i odkryłam mu twarz.
- Okej. Jak uważasz. Ale nie dostaniesz jedzenia - powiedziałam unosząc brew do góry.
- To sam se wezmę - odpowiedział i położył swoje dłonie na moich biodrach.
- No tak, ale nie to ciastko co stoi w lodówce - odpowiedziałam uciekając wzrokiem za okno.
- Ciastko? - zapytał wyraźnie zaciekawiony. 
- Yhm - pokiwałam głową i znowu na niego spojrzałam. Chwilę się zastanawiał i... zwalił mnie na podłogę. Po chwili wyjrzał zza łóżka i znów się uśmiechnął.
- To też sobie wezmę - powiedział wyraźnie zadowolony ze swojego czynu.
- No własnie nie - teraz pociągnęłam go za rękę i ten spadł z łóżka. Jednak nie za bardzo to przemyślałam bo zwalił się na mnie.
- Ooo matko zejdź ze mnie grubasie - zaśmiałam się.
- Jakbyś myślała to bym teraz na tobie nie leżał - powiedział wyjątkowo zadowolony tą sytuacją. Pokręciłam głową. Złapałam go za nadgarstki i tak wywróciłam że ja byłam nad nim trzymając go za ręce.
- Teraz to przemyślałam więc ciastko będzie moje - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Po tym momentalnie z niego wstałam i wybiegłam z pokoju. Zanim znalazłam się na korytarzu krzyknęłam ,, kto pierwszy ten je ciasto,, Kiedy Niall zorientował się o co chodzi ja byłam w połowie korytarza. Biegłam jak jakieś dziecko po zabawkę... nie tylko ja. Po chwili usłyszałam jak Niall mnie powoli dogania. Jak zbiegaliśmy po schodach dosłownie się o siebie obijaliśmy. Przy ostatnim schodku oczywiście musiałam się o coś potknąć i wpaść na Nialla a on również jest niezdarą i też musiał się wywróciłam. Nie marnowałam czasu i od razu wstałam ale Niall złapał mnie za nogę i znowu upadłam. Lodówka była parę centymetrów ode mnie więc się nie poddawałam. Jakoś uwolniłam się z jego uścisku i doczołgałam do lodówki zwycięsko krzycząc ,, pierwsza!,, 
Niall tylko burknął coś pod nosem  i podszedł do lodówki do po coś do zjedzenia. Zaraz po nim wyjęłam ze środka nieduże ciastko z bitą śmietaną. Usiadłam naprzeciw niego i zaczęłam jeść. Zauważyłam że Niall mi się przygląda... a raczej zabija wzrokiem.
- Jak będziesz się tak patrzył to, to ciastko stanie mi w gardle - powiedziałam spoglądając na Horana.
- O to mi chodzi - powiedział wyraźnie zadowolony.
- Dzięki ja też cie lubię - odpowiedziałam pakując kolejny kawałek ciasta do ust. Chłopak kiwnął zadowolony i wziął się do jedzenia. Przez chwilę się zajadał po czym zaczął się nad czymś intensywnie zastanawiać.
- O co chodzi.
- Kels, czy my czasem nie zostawialiśmy tu na stole tej kartki? - zapytał patrząc pod stół.
- Noo tak ale myślałam że ją gdzieś przełożyłeś albo wyrzuciłeś - spojrzał na mnie i pokiwał przecząco - to gdzie ona jest?
- Nie mam pojęcia - powiedział wstając z krzesła i przeszukując kuchnię. Zaczęłam robić to samo. Przeszukałam szafki, śmietnik, każde miejsce gdzie mogła być ta kartka. Nawet w salonie szukałam ale... znikła.
- Cholera gdzie to jest!? - krzyknął sfrustrowany.
- Nie wiem przecież musi gdzieś być... chociaż, może ten kto go tu wrzucił mógł się wrócić po niego... chociaż nie, to nie ma najmniejszego sensu - złapałam się za głowę i bezwładnie opadłam na kanapę.
- Kto normalny rozbija komuś okno kamieniem zwiniętym w kartkę którą potem zabiera? - zapytał z ironią w głosie.
- No więc mamy do czynienia z kimś nienormalnym - powiedziałam.
- Najwyraźniej - spojrzał na zegarek - wow. Wiesz ja już będę leciał bo jest 14:00 a chłopaki nie wiedzą gdzie jestem.
- Że która? Jej, szybko to zleciało - powiedziałam odprowadzając Nialla do drzwi.
- W dobrym towarzystwie zawsze tak jest - szepnął mi do ucha po czym pocałował w policzek. Kiedy odchodził pomachał mi i zniknął za uliczkami. Lekko się uśmiechnęłam i... co ja mówię. Ucieszyłam się się jak głupia. Zamknęłam drzwi i spojrzałam na wybite okno. Głośno westchnęłam i pomyślałam że trzeba coś z tym zrobić, więc sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam po Toma. To jest dobry przyjaciel rodziców który właśnie zajmuje się wstawianiem okien. Oznajmił mi że będzie u mnie o 15:00. Spojrzałam na zegarek 14:15. Trzeba się ogarnąć bo nadal jestem w piżamach. Pobiegłam na piętro do mojego pokoju i stanęłam przed szafą. Zanim wyciągnęłam ciuchy spojrzałam na cały bałagan. Lekko się uśmiechnęłam ale nie było mi już tak wesoło ze sprzątaniem.
Postawiłam na zwykłą morelową bluzkę z  nadrukiem, szare dresy i czerwoną bandamkę. Wzięłam ciuchy i poszłam wziąć prysznic. Nie byłam za bardzo obecna bo cały czas zadawałam sobie jedno pytanie... kto to był? Kto strzelił wtedy w miasteczku? Kto mi rozbił okno z jakąś pogróżką? 
Cały czas zastanawiałam się kto to mógł być ale nie miałam pojęcia. Nigdy nie miałam wroga który mógł by mnie zastraszać. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Może się odczepi? Może da mi spokój? A jak nie... nie, nie, nie nawet tak nie myślę, za dużo filmów kryminalnych się naoglądałam i tyle. Wzięłam za włosy. Najpierw pożądanie wysuszyłam potem rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Przebrałam się w naszykowane ciuchy i wyszłam z łazienki.  Akurat na czas bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi. Ujrzałam wysokiego bruneta jakoś po 30. Szeroko się uśmiechnęłam i wpuściłam go do domu. Obejrzał okno i spytał jaką przyczyną jest rozbicie. O tu jestem w kropce. Jak mu powiem mu o kamieniu z tym listem od razu zadzwoni do rodziców. Źle by się to skończyło. Niech rodzice nie wiedzą... to moja sprawa... 
Szybko wymyśliłam coś w rodzaju że była impreza i tak bywa. On na szczęście uwierzył i szybko wymienił okno. Zapłaciłam tyle ile było trzeba i na odchodnym poprosiłam żeby nic nie mówił rodzicom. On tylko kiwnął w zrozumieniu i już go nie było. Kiedy spojrzałam na zegarek była 16:00. Postanowiłam się przejść a potem może zabrać do Megan. Ubrałam mój szary płaszcz, zamknęłam dom i wyszłam.
*** Rano, Megan***
Obudziłam się wcześnie o... 11? No tak wcześnie. Przeciągnęłam się i spojrzałam na podwórko przez okno. Lekkie promyki wdzierały się do pokoju przez rolety. Mogłabym leżeć tak cały dzień ale nie zamierzałam leniuchować. Podeszłam do szafy i wzięłam jakieś przypadkowe ciuchy. Pochasałam do łazienki, szybko się obmyłam i zaraz rozczesywałam moje rude włosy. Upięłam w nierówny kok i zaczęłam się ubierać. Oczywiście przy ubieraniu bluzki musiałam zniszczyć koka. No tak, bo jak najpierw się czesze a potem ubiera to tak bywa. Więc jeszcze raz zebrałam włosy w koka. Zbiegłam na dół w celu zjedzenia śniadania. Ojca nie było... norma. Wzięłam miskę z szafki, dosypałam płatków i już miałam wlewać mleko kiedy przerwał mi dzwonek do drzwi. Podeszłam tam zobaczyć kto przyszedł. Miałam dużą nadzieje że to będzie Kels. Jednak kiedy je otworzyłam chciało mi się śmiać i wymiotować jednocześnie.
- Kris?

2 komentarze: