Zaczęło kręcić mi się w głowie. Czarne gwiazdki skakały mi przed oczami więc musiałam parę razy zamrugać. Miałam ogromną nadzieje, że obudzę się z jakiegoś złego koszmaru albo po prostu zemdleje. Nic z tych rzeczy się nie stało. Serce waliło mi jak młotem o klatkę piersiową i z trudnością oddychałam. Wbiłam mocno paznokcie w skórę żeby odgonić łzy wzbierające w oczach.
Nie mogłam w to uwierzyć. Osoba która dla mnie była tak cholernie ważna nagle pojawiła się po tylu latach.
Jak miałam to odebrać?
Miałam się cieszyć? Być zła?
Pokręciłam głową. Jak na razie nie byłam zdolna żeby odgadnąć moje uczucia więc skupiłam się na osobie stojącej przede mną.
Chłopak był naprawdę wysoki. Mogłam spokojnie stwierdzić, że przewyższał mnie o głowę. Jego włosy były kruczoczarne postawione na żel. Tak samo jak włosy jego oczy były ciemne, wręcz czarne. Na lekko różowych ustach błąkał się lekki uśmiech. Patrząc na jego usta zauważyłam że w prawym, dolnym kąciku ust ma kolczyk. Skanując dalej jego wygląd zeszłam niżej. Na obojczyku miał tatuaż. Nie mogłam stwierdzić dokładnie jaki ale widziałam jakieś napisy. Zwykła czarna bluzka opinała jego bicepsy oraz mięśnie brzucha. Na biodrach luźno wisiały zwykłe spodnie a na stopach miał buty za kostkę.
Nie mogłam powstrzymać myśli która znienacka wkradła mi się do głowy, że jest naprawdę przystojny.
Zdenerwowana odgoniłam tą myśl. Trudno mi było pomyśleć, że aż tak się zmienił przez te lata.
Nagle zdałam sobie sprawę, że tak samo jak ja, chłopak taksował mnie wzrokiem. Potrząsnęłam głową i spojrzałam w jego oczy. Przez moje ciało przeszło nieprzyjemne uczucie strachu. Otuliłam się ramionami próbując znaleźć jakieś słowo na tą sytuacje. Już otwierałam usta ale natychmiast je zamknęłam. Miałam duży problem z zaczęciem rozmowy. Miałam mu tyle to powiedzenia a jednocześnie nic.
Chłopak widząc moje bezowocne próby rozpoczęcia rozmowy sam podjął się tego zadania.
- Tęskniłaś? - zapytał rozkładając ręce jakby chciał mnie przytulić. Wzdrygnęłam się kiedy usłyszałam jego głos. Tyle lat... On był taki... dorosły. Jego głęboki i szorstki głos mógł być wręcz przyjemny dla uszu.
- Tęskniłam kiedy jeszcze miałam nadzieję, że wrócisz - szepnęłam zachrypniętym głosem. Nie wiem czemu ale cały czas unikałam jego spojrzenia. Nie chciałam... nie.
Wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko.
- Nadzieja umiera ostatnia nie prawda Kelsi? - jego uśmiech zbladł jakby pomyślał o jakimś smutnym wydarzeniu. Jednak szybko się otrząsnął i spojrzał na mnie kpiąco - oczekiwałem innej reakcji.
Parsknęłam.
- Niby jakiej? - popatrzyłam na niego kręcąc głową - myślałeś, że rzucę ci się w ramiona lub będę się cieszyć?
- Być może.
Znów parsknęłam. Zmienił się również pod względem charakteru. Kiedyś nie był tak bardzo egoistyczny i pewny siebie. Kim jest ten człowiek?
- Po co tu przyjechałeś?
Zaśmiał się.
- Nie cieszysz się z mojego przybycia?
Wciągnęłam powietrze czując jak cała buzuje. Po długim czasie wylałam na jego swoją złość.
- Oczywiście, że nie! Kiedy byłeś nam potrzebny ty tak po prostu odszedłeś - krzyczałam coraz bardziej nakręcając się. Słowa leciały z moich ust prawie zlewając się w jedno ale zignorowałam to. Mogłam się nareszcie wyżyć - parę lat przesiadywałam noce i dnie myśląc tylko o tym co się stało! Czułam się zła i samotna, chciałam żebyś znalazł się obok mnie przytulił i powiedział że wszystko jest w porządku ale tak nie było bo znikłeś! - Odetchnęłam i spróbowałam opanować nerwy. Zaczęłam znów szeptać jakbym się bała że ktoś mnie usłyszy po tym całym krzyczeniu - oczywiście że tęskniłam, ale kiedy przywykłam że cie nie ma, a ty nagle się zjawiłeś... ja nie mogłam... - urwałam czując jak łzy cisną mi się do oczu. Powstrzymałam szloch i spojrzałam na niego.
Trudno było cokolwiek z jego twarzy odczytać. Była jak z kamienia. Żadnych uczuć. Przeraziło mnie to ale nie ruszyłam się czekając na jego odpowiedź.
- Wiem, że was skrzywdziłem - powiedział obojętnym głosem. Jego oczy pociemniały - ale miałem ważniejsze sprawy.
Lekko odrzuciłam głowę do tyłu zdziwiona jego odpowiedzią. Sprawy?
- O czym ty mówisz?
On jednak nie raczył nawet na mnie spojrzeć. Jakbym w ogóle nic nie powiedziała. Znów się zdenerwowałam.
- O czym...
Wybuchnął jak wulkan.
- To nie jest twoja zasrana sprawa!
Wystraszona cofnęłam się. Co takiego wywołało jego złość?
Zacisnęłam pięści. Nie będę się przed nim płaszczyć.
- Jak nie moja!? Byłeś moim przyjacielem! Mam prawo wiedzieć!
Uśmiechnął się i zaczął iść w moją stronę.
- No właśnie. Byłem.
Był coraz bliżej. Ogarnął mnie strach i zaczęłam się wycofywać. Natychmiast się zatrzymałam gdy poczułam za sobą stoły. On szedł dalej. Przełknęłam ślinę.
- A więc... kim jesteś?
Nie zauważyłam kiedy stał już kilka centymetrów od mojej twarzy. Stanowczo za blisko.
Wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Mogę być dla ciebie każdym - jego oczy pociemniały - ale na pewno nikim pozytywnym.
Gwałtownie szarpnął ręką i złapał mnie za szyję. Tlen którym swobodnie przed chwilą oddychałam teraz uwiązł mi w gardle. Zadławiłam się i spojrzałam na jego zaciśniętą rękę. Rzucałam się próbowałam uwolnić od jego uścisku ale tylko pogarszałam sytuację. Łzy stanęły mi w oczach.
- Zwa... riowa... łeś? - wysapałam przerażona zamykając oczy żeby wypuścić ciepłe łzy.
Zaśmiał się tak głośno, że poczułam wibrowanie w ręce w której mnie trzymał.
- Nigdy nie byłem bardziej normalny - warknął i ścisnął mnie jeszcze bardziej. Teraz już dusiłam się naprawdę. Zaraz zmiażdży mi tchawice i umrę. Mam pięć sekund.
Ja nie chce umierać.
1
2
3
4...
Puścił mnie.
Upadłam na kolana i zaczęłam łapać powietrze jakbym się bała, że może mi uciec. Dotknęłam szyi i się skrzywiłam. Zostanie ślad.
Chłopak podszedł i schylił się nade mną. Patrzył na mnie jak na robala.
- To co przeżyłaś to dopiero początek - uśmiechnął się i odwrócił na pięcie wychodząc z sali.
Jeszcze długi czas siedziałam na podłodze nie wiedząc co się właściwie stało.
Nagle zaświtała mi pewna myśl. Raczej pewna osoba. Natychmiast się podniosłam podtrzymując się stołu żeby nie upaść. Ruszyłam do drzwi sali i wyszłam na hol. Szłam powoli przez korytarze masując swoją nadal obolałą szyję. Martwiłam się o Megan. Wiedziałam a nawet czułam że gdzieś tu jest, ponieważ gdyby wyszła dowiedziałabym się o tym od razu. Albo by mi to po prostu przekazała albo napisała sms. Samo przeczucie że coś z nią nie tak męczyło mnie odkąd znikła za drzwiami z przyjaciółką Amandy. Zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem chłopak nie złapał ją przede mną i nie zrobił jej krzywdy. To było mało możliwe zważając na okoliczności, ale po tym co mi zrobił czułam, że mógł zrobić wszystko.
Jezu gdyby Megan coś się stało nie wybaczyłabym sobie...
Jak na zawołanie przed oczami zaczęły mi skakać jak przewracane kartki przez wiatr wizje tego jak chłopak zaciąga ją gdzieś na tyły budynku i ogłusza albo zostawia z poderżniętym gardłem...
Strach znów wypełnił moje ciało. Krzyknęłam nawołując Megan. Cisza.
Skręciłam w najbliższy korytarz i powtórzyłam czynność. Tak jak wcześniej panowała niezmącona cisza. Zaczęłam się niepokoić ale nie dałam temu uczuciu zawładnąć całym moim ciałem.
Wycofałam się i weszłam w kolejny korytarz. Zawołałam dziewczynę. Kiedy oczekiwałam że znów odpowie mi cisza, w dali usłyszałam cichutkie nawoływanie. Poderwałam się i wbiegłam głębiej w korytarz. Kiedy znalazłam się na skrzyżowaniu zawołałam ponownie.
Odpowiedź była głośniejsza i wyraźniejsza. Pobiegłam w prawo i od razu połapałam się gdzie znajduje się moja przyjaciółka.
Składzik.
Zdziwiona podeszłam do drzwi i spojrzałam przez okienko. Na szczęście na podłodze siedziała zwinięta w kłębek Meg.
- Megan - szepnęłam z westchnieniem.
Dziewczyna poderwała głowę do góry i uśmiechnęła się z ulgą. Dźwignęła się na nogi i również podeszła do okienka.
- Kels - w jej głosie można było usłyszeć ulgę.
- Dziewczyno jak ty się tu znalazłaś? - zapytałam zdziwiona z nutką rozbawienia w głosie.
Megan sapnęła.
- Potem będzie czas na wyjaśnienia - uderzyła w drzwi - teraz lepiej mnie uwolnij.
- Te drzwi są zamknięte na klucz? - spytałam i uderzyłam się w głowę analizując te słowa.
Megan uśmiechnęła się ironicznie i przechyliła głowę na bok.
- Nie ja po prostu siedzę tu sobie bo mi tu wygodnie, a teraz chce żebyś mi tylko otworzyła drzwi żebym mogła zwyczajnie wyjść.
Przewróciłam oczami. Ten komentarz był zbędny.
- Mam wsuwkę - sięgnęłam po małą czarną wsuwkę która trzymała niesforne kosmyki i klęknęłam przy drzwiach. Wsadziłam ja w dziurkę od drzwi i zaczęłam coś kręcić. Wątpiłam żeby udało mi się to otworzyć ale warto było spróbować.
- Jak ci idzie - spytała stając na palcach żeby uchwycić to co robię.
- Zamknij się - szepnęłam.
Gdy usłyszałam kliknięcie zwycięsko się podniosłam i otworzyłam drzwi Megan. Spojrzała na mnie i kiwnęła uznająco głową.
- Całkiem nieźle.
- Dzięki.
Szeroko się uśmiechnęła i nadal na mnie patrzyła. Nagle jej uśmiech zbladł. Przez jej twarz przeleciał cień strachu i zmartwienia.
- Kels - wyszeptała - coś ty... co z twoją szyją...
Natychmiast zrozumiałam o co chodzi i odruchowo złapałam się za szyję. Mogłam stwierdzić bez patrzenia że ma nieprzyjemny odcień.
- A to... - westchnęłam i spuściłam wzrok. Jak ja miałam przekazać jej tą informacje? Wiedziałam że miałam dwa wyjścia. Powiedzieć jej i nie powiedzieć. I doskonale wiedziałam że tak czy inaczej prawda może ją zaboleć ale niewiedza też może nie być przyjemna. Stwierdziłam że ją poinformuje o tym ale, nie miałam pojęcia od czego zacząć.
Zaczęłam nerwowo drapać się po głowie i szukać punktu zaczepienia dla mojego wzroku. Megan to zauważyła i zaczęła się niepokoić.
- Kels o co chodzi?
Jeszcze raz zebrałam myśli i nastawiłam się psychicznie i fizycznie żeby jej to powiedzieć. Spojrzałam jej w oczy.
- Musimy się stąd natychmiast zabierać. Nie wiem czy on tu dalej jest ale to naprawdę niebezpieczne. On jest niebezpieczny...
Megan zmarszczyła brwi.
- Kto jest niebezpieczny? - westchnęła wystraszona - czy ten ON zrobił ci to - pokazała na moją szyję.
Kiwnęłam leciutko głową unikając jej spojrzenia. Wiedziałam że zaraz będę musiała wyjawić jej prawdę która nie będzie dla niej łatwa. Tak jak dla mnie.
- Kto ten ON? - kiedy milczałam dziewczyna się zdenerwowała. Ponowiła swoje pytanie - kto?
Nabrałam powietrza i wypowiedziałam słowa które mi ciążyły.
- Twój brat. Mike on... wrócił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz